Death Stranding 2 Surprises Everyone: Kojima’s Sequel Is a Hit—Even If He Didn’t Want It to Be

Hideo Kojima, znany z tego, że lubi szokować i dzielić graczy, tym razem może się rozczarować – wszystko wskazuje na to, że Death Stranding 2: On the Beach po prostu… wszystkim się spodoba. Tak, nawet jeśli sam twórca chciałby, żeby było inaczej. W nowym wywiadzie dla Edge, Kojima przyznał, że jest zdziwiony wysokimi ocenami testerów. „Everyone seems to be positive” – narzekał. „I do wish I was a bit more controversial.” Ale co zrobić, skoro sequel jest po prostu świetny?
- Death Stranding 2 zbiera bardzo pozytywne opinie testerów
- Kojima chciał, by gra budziła kontrowersje, ale… jest zbyt dobra
- Gameplay i klimat gry to mocno rozwinięta wersja oryginału
- Nowe lokalizacje, poprawiona walka i jeszcze bardziej wciągająca fabuła
Death Stranding 2: Kojima nie może być zbyt kontrowersyjny
Już pierwsza część Death Stranding podzieliła graczy. Kojima był z tego zadowolony – po rozstaniu z Metal Gear chciał zrobić coś zupełnie innego. Ale teraz, kiedy testy drugiej części wypadają świetnie, reżyser jest wyraźnie zaskoczony. Według muzyka Woodkida, który współpracował przy ścieżce dźwiękowej, Kojima miał nawet powiedzieć: „I want people to end up liking things they didn’t like when they first encountered it, because that’s where you end up loving something”. Woodkid dodaje: „You have no idea how much he doesn’t give a shit”. Cały wywiad przeczytasz na Rolling Stone.
Lepsza gra, mniej kontrowersji?
Po kilku godzinach z Death Stranding 2 można śmiało powiedzieć – to dopracowana, mocno rozbudowana wersja oryginału. Trochę mniej „dziwności”, ale wciąż hipnotyzujący klimat. Co ciekawe, Kojima próbował nawet wprowadzić zmiany, żeby gra była mniej „miła”, ale… nie wyszło. Gra jest po prostu bardzo dobra.
Pierwsza część Death Stranding była dla Kojimy manifestem niezależności. Gracze przemierzali opustoszałe, dziwne tereny jako Sam Bridges (Norman Reedus), a świat gry był wręcz odpychający i pełen filozoficznych rozważań. Jednak to właśnie ta dziwność sprawiła, że Death Stranding zyskał miano kultowego. Pandemia COVID-19 tylko podkreśliła, jak bardzo Kojima trafił w klimat izolacji i potrzeby odbudowy więzi międzyludzkich.
Sequel, który trafił w swój czas
Wydaje się, że Death Stranding 2: On the Beach pojawia się w idealnym momencie. Przez ostatnie lata gracze przyzwyczaili się do gier wymagających, nietypowych, które mają własny styl (wystarczy wspomnieć Elden Ring czy Baldur’s Gate 3). W tej części rozgrywka jest jeszcze bardziej dopracowana – dodano nowe lokacje (Meksyk, Australia), rozwinięto systemy gry, a opowieść kontynuuje historię Sama i Lou, teraz już uroczego malucha.
Pod względem wizualnym gra to prawdziwy majstersztyk. Meksyk i Australia wyglądają jak krajobrazy z Księżyca lub Marsa – pełno tu surowych skał, ruin i ogromnych futurystycznych konstrukcji. Gracz znów dźwiga ładunki przez niebezpieczne tereny, unika bandytów i „timefallu”, który postarza wszystko, czego dotknie. Jest też powrót do walki z upiornymi BT (Beached Things).
Nowością jest to, że misje są bardziej podzielone – raz skupiamy się na eksploracji, raz na walce czy skradaniu. Walka jest prostsza, bardziej satysfakcjonująca, a dla fanów Metal Gear przygotowano specjalne treningi VR. Fabuła? Nadal typowo „Kojimowa”, ale tym razem bardziej skupiona na bohaterach i nieco łatwiejsza do śledzenia. Głównym złolem jest Higgs (Troy Baker), który zmienił się w lidera techno-kultu. Nie ma tu już aż tak pokręconych wątków jak z Mads Mikkelsen w pierwszej części.
Systemy, detale i klimat
Death Stranding 2 to gra pełna szczegółów. Nowe drzewko umiejętności, gadający towarzysz-pacynka Dollman (pełniący funkcję drona zwiadowczego), szybka podróż łodzią podwodną z bazy, którą Sam dzieli z Fragile (Léa Seydoux) i pilotem o twarzy George’a Millera – to tylko kilka z nowości. Nie zabrakło też znanego z „jedynki” asynchronicznego multiplayera, gdzie możemy pomagać innym graczom budując dla nich konstrukcje czy dostarczając paczki. (W czasie testów serwery były niedostępne.)
Najważniejsze jest jednak to, że Death Stranding 2: On the Beach to bardzo przemyślany sequel gry, której nikt nie potrafił i nie próbował naśladować. Nawet jeśli to „tylko” rozwinięcie oryginału, to formuła nadal jest wyjątkowa, a świat gry – dziwny i fascynujący, zwłaszcza w czasach post-pandemicznych. Kojima chyba źle odczytał sygnały od testerów – gracze po prostu cieszą się, że mogą wrócić do tego świata.



